Nieplanowany wypadzik…

Miała to być niedziela jak każda inna, spokojna, leniwa, w domowej ostoi. Miała taka być, jednak narastająca potrzeba wyjazdu na ryby od jakiegoś czasu, wygrała z niedzielną tradycją. Kilka godzin nad wodą musiało mi niestety wystarczyć, a nie jest to zwyczajne. Lubię wygodnie rozsiąść się na dłużej jednak te kilka godzin to wszystko co mogłem wygospodarować. Szybkie pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, rzut oka, szybka myśl, czemu tego tyle i w drogę. Docieram na Lina w Zabrzu temperatura jak na drugą połowę Listopada wyśmienita 10 stopni na plusie prawie bez wiatru. Łowisko puste na wale ktoś siedzi wybieram najwygodniejsze miejsce i zaczynam noszenie tego całego niezbędnego 🙂 graciarstwa. Ustawiony, rozpakowany, zaczynam swój rytuał i zestawy wywiezione, teraz tylko się ogarnąć i można czekać na ten dźwięk, będzie czy nie.

Dzień szybko i nieubłaganie chylił się ku końcowi, kaczki opływały zajęte stanowisko szerokim łukiem,a ja wciąż bez brania tego upragnionego po miesiącu karpiowego celibatu. Wpatruje się w znane oznaki żerowania ryb co dodaje mi nadziei że nie tylko pogoda może dopisać i te kilka godzin zaowocuje nagrodą na macie. Tracąc nadzieje z narastającym zmrokiem słyszę to na co czekałem, ruszam, nie wierząc w całą sytuację jednak jest i błysk, podnoszę kij i siedzi, warto było. Hol pełen radości i adrenaliny widzę swoją nagrodę piękny pełnołuski i mam go w podbieraku. Teraz wyhaczyć, cyknąć zdjęcie, jeszcze chwile nacieszyć oczy jak odpływa, 3 kg zaliczone. Moment zadumy po takiej przerwie w łowach i człowiek wie że żyje. Wracamy do rzeczywistości, trzeba popracować, smakołyk na włos, zestaw w łajbę i rejs. Nawet się nie obejrzałem i mamy noc, ach ta zima jakby nie patrzeć czai się już, czuć ją, zimno zaczyna ogarniać wszystko w koło idąc z mrokiem, chyba czas się rozgrzać kawą. Tak kawa to dobry pomysł na rozgrzewkę i umilenie oczekiwania, może coś przygra. Właśnie któż nie zna tej najmniej odpowiedniej chwili i tradycji stało sie za dość znowu branie, rewelacja to się dzieje naprawdę ja znowu holuje jest większy od poprzedniego. Myślę tego potrzebowałem, taki spontaniczny wypadzik i tyle emocji, już go widzę jest większy, żaden olbrzym ale jak cieszy, podbieram i na mate ma 5kg.

Chwile później odpływa ze spokojem, co za widok jakby wpadł na wizytę, a teraz no właśnie muszę zalać tą kawę, bo nie będzie czym tego zrobić. Idąc za ciosem znowu zestaw do wody i czekam. Zaczynam myśleć że jeszcze trochę i trzeba wracać, kto by przypuszczał że ta namiastka wypadu zaowocuje widokiem ryby na macie. Czasem warto wyskoczyć dla odmiany na kilka godzinek, no cóż zaczyna docierać do mnie że chyba wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, ale to nie ta chwila znowu branie i wisi. Holując nie mogę uwierzyć zaraz trzeba się pakować, a tu taka współpraca, przechwaliłem i widzę jak po spince odpływa szkoda, niewiele brakowało. Postanawiam się spakować i wracać, wystarczy tej szybkiej przyjemności. Radości co nie miara, żadne rekordy ale jak cieszyły i tego życzę wam.

Pozdrawiam Arek Ochocki

Karp Klub Bytom

Karp Klub Bytom

Administrator

Dodaj komentarz