ZIMOWY CHAOS

Wiosna w tym roku jak nic innego, zawiodła na całej linii. Nasze upragnione przygody karpiowe zaczęły się z wielkim opóźnieniem. Zwykle aura nas tak nie doświadcza i gdy już wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na początek sezonu coś poszło nie tak, a cała nagromadzona chęć musiała dalej narastać. Spodziewając się dalszego zamieszania wyczekiwałem pierwszych owocnych połowów. Oczywiście musiało się to stać i przyszedł upragniony, wyczekany czas.

Wiosna w tym roku jak nic innego, zawiodła na całej linii. Nasze upragnione przygody karpiowe zaczęły się z wielkim opóźnieniem. Zwykle aura nas tak nie doświadcza i gdy już wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na początek sezonu coś poszło nie tak, a cała nagromadzona chęć musiała dalej narastać. Spodziewając się dalszego zamieszania wyczekiwałem pierwszych owocnych połowów. Oczywiście musiało się to stać i przyszedł upragniony, wyczekany czas. Pogoda zaczyna odpuszczać ze swą zimową aurą, słońce czasem śmielej przebija się przez chmury, śnieg nie chce niknąć, ale przychodzą dobre informacje – lody odpuszczają. Zdzwaniamy się, dopinamy ostatnie szczegóły wyjazdu, znowu wkrada się zamieszanie, na szczęście wszystko kończy się nad Gajdową upragnioną wodą. Klubowi koledzy już siedzą z nadzieją na rybę, zaczynają od pierwszego kwietniowego piątku, pani Maria z Przemkiem otwierają sezon, a ja mam dojechać następnego dnia. Kontakt telefoniczny między nami podsyca moje napięcie, jednak pierwsze informacje nie przynoszą owocnych informacji, no cóż trzeba odczekać do rana może coś się zmieni, i z takim nastawieniem kładę się spać w domu, myśląc co jeszcze zabrać.

Rano przychodzi informacja : pani Maria wyciąga pierwszą rybę sezonu 4,5kg, myślę super coś się ruszyło ryba wygłodzona po przedłużającej się zimie szuka pokarmu jest nadzieja na mojego miśka. Przemek musi się spakować, miał być tylko jedną nockę, ja już spakowany gotowy wyjeżdżam i jestem na miejscu, tak, tak, tak, dojechałem, witam się, wymiana informacji, co jak o której. Szybko się rozkładam wywożę i czekam, ale nadzieje mam dopiero w nocy coś złowić. Pierwsze podanie zestawów nie przynosi żadnego efektu, widać że woda dopiero się budzi i gdyby nie świeże kretowiska na brzegu trudno uwierzyć, że to może być ostatni śnieg tej wiosny. Przewożę znowu zestawy rozmawiamy, pijemy kawę dla rozgrzania się przy jeszcze zimowej aurze i słyszę mój sygnalizator, trudno mi uwierzyć, coś pociągnęło i popuszcza swinger, dobiegam podnoszę kij jest, jest, jest, wspaniale mam go na haku. Holuje, pomoc pani Mari i ląduje na macie, mam cie, pierwszy, ale radość. Ważymy go jest dobrze ma 8,5 kg jestem zadowolony pierwszy wyjazd i ryba, zdjęcia i patrze jak odpływa. Czuję że mógłbym wracać, a tu jeszcze cała noc i znowu czekanie.

Rozmawiamy, wspominamy inne początki sezonu, które rzadko zaczynały się tak późno, mija wieczór a noc odbija kolejne godziny. Każde z nas zaczyna myśleć o ciepłym śpiworze, chyba trzeba poczekać do rana, a tu niespodzianka sygnalizator daje znać coś się dzieje, dziwne branie u pani Mari, hol też wygląda tak jakby inaczej, no ale ryba jest słaba po takim czasie. Widzimy go, a to niespodzianka, jesiotr też już buszuje po naszych zestawach, wyhaczenie i do wody. Zdjęcia nie było, pora późna, a my myślimy tylko o śnie jeszcze rzut kijem do wody i idziemy spać. Rano wita nas słoneczko, grzeje tak jak już powinno, tylko śnieg zalegający na brzegu przypomina że zimie trudno odpuścić. Wyjazd udany, zaraz po zejściu lodów zaczynamy sezon z efektami, a jak cieszą te pierwsze hole. Czas wracać z nadzieją że to koniec tego zimowego chaosu.
Karp Klub Bytom

Karp Klub Bytom

Administrator

Dodaj komentarz