A miało być tak pięknie.

Sezon rusza pełną parą, w końcu można planować wypady na ryby, lody odpuściły już na dobre, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie, oby nie mylne bo to wciąż kwiecień. Poprzedni weekend zakończył się bezowocnie, co wzbudziło pewien niepokój, ale nie można się poddawać, bo to porażki dają najwięcej do myślenia i znowu rosną moje nadzieje ze zbliżającym się wyjazdem. Wciąż wybieram wode, na którą pojadę, gdzie tu zawitać i nachodzi mnie myśl o pewnym stawie który pokazali mi koledzy. Zapada decyzja, tam się wybiorę i już nic innego nie wchodzi w grę. Wyjazd musi się zamknąć jedną nocką, a tu tyle rozkładania.

Sezon rusza pełną parą, w końcu można planować wypady na ryby, lody odpuściły już na dobre, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie, oby nie mylne bo to wciąż kwiecień. Poprzedni weekend zakończył się bezowocnie, co wzbudziło pewien niepokój, ale nie można się poddawać, bo to porażki dają najwięcej do myślenia i znowu rosną moje nadzieje ze zbliżającym się wyjazdem.
Wciąż wybieram wode, na którą pojadę, gdzie tu zawitać i nachodzi mnie myśl o pewnym stawie który pokazali mi koledzy. Zapada decyzja, tam się wybiorę i już nic innego nie wchodzi w grę. Wyjazd musi się zamknąć jedną nocką, a tu tyle rozkładania. Trudno nie odnieść wrażenia, że potwierdza to regułę: dużo sprzętu mało talentu heheheh, ale co tam to właśnie dla tych chwil się żyje, a jedno branie potrafi wynagrodzić każdy trud. Przychodzi sobota, a ja żyje już tylko łowami, pakowanie pakowanie i chyba zabrałem wszystko, ach te chyba, zawsze dopada jak już za późno na wszelkie reakcje, ale tym razem kubek zabrany ;).
Ruszam, nadzieje są wielkie od samego początku, bo woda ta kryje wiele niespodzianek, a każda większa od poprzedniej co podsyca moje nadzieje, już nie moge się doczekać.



Droga mi się dłuży kolejne kilometry nabijają licznik, a moja niecierpliwość narasta no kiedy dojadę, w ostatniej chwili dostrzegam że mijam Przemka chwile później dzwoni i tak dowiaduje się, że słabo z braniami, ale to mnie nie zniechęca, o nie po takiej długiej zimie sam widok wody to wiele. Docieram na miejsce, a to co widzę zbija mnie z tropu, czy oni wszyscy muszą też tu łowić, ale zawód, myślę sobie, a miało być tak pięknie i co teraz gdzie, bo tu zajęte wszystko. Przychodzi burza myśli, może Lin, a może, wiem lubię te klimaty wystarczy przebić się przez Zabrze, tyle razy mijałem tę wodę i zawsze obiecałem sobie że w końcu tu zajadę, zajechałem na Bocianie Gniazdo. Szukam miejsca i jest, zajmuje i dzwonie do Świętego znaczy Damianka ha ha bo czuje się obco, wzrok miejscowych jakby mnie nie witał, no mam co chciałem, Damian ma dojechać po szkole.

Uch , rozłożyłem cały sprzęt, a chyba każdy wie że tylko składanie wymaga większego wysiłku i zaczynam wywożenie zestawów, gotowe, teraz muszę czekać i jest Damianek , dociera dobrze że trafił, wymieniamy spostrzeżenia każdy z nas ma własny pomysł na dobranie się do karpi.

Trudny przypadek, ale spoko, efekty powiedzą wszystko i zasiadamy sobie przy kawce a zestawy się moczą. Wieje nieprzyjemnie, a my siedzimy w namiocie nasłuchując dźwięków jakby z innej pory roku. Mijają kolejne chwile i nadchodzi czas na przewózkę szykujemy wszystko i łódka znowu ma robotę. Wiatr skutecznie tuszuje wszelkie oznaki życia wody i trudno zdecydować gdzie położyć przynęty, badamy zbiornik obstawiając różne głębokości, każdy z nadzieją że to to miejsce. Zastanawiam się, czy warto było tu przyjechać znowu bije się z myślami od czasu do czasu rozmawiając z Damianem.
Czy to u mnie, tak słyszę to u mnie, nieśmiałe ruchy swingera, dobiegam podnoszę kij i czuję jest holuje i staram się nie stracić ryby, udaje się Święty podbiera, ale sztuka widzę cie teraz w całej okazałości, ręce się trzęsą ale duży, ważymy oooo 11,5kg BOMBA, ale radość, zdjęcia są fajne bo jeszcze jasno, wspaniale, a teraz wracasz do wody, odpływa, ale adrenalina- muszę ochłonąć. Ruszyło nas, łajba ma zajęcie, koniec leniuchowania mamy punkt zaczepienia przynęty na włos i do wody znowu czekanie, a ja szczęśliwy oglądam zdjęcia które zrobił Damian muszę przyznać że spisał się przy podbieraku jak zawodowiec.
Czekanie i już późna pora narzuca kolej nocy i każdy myśli o spaniu,kawa nie pomogła, kładziemy się, a chwile potem coś zagrało pytam ze swojego namiotu- masz branie, odpowiada tak, wychodzę, ale ciężko się zwlec, podbierak i do dzieła, patrze coś mu to za lekko idzie myślę chyba się spięła i w tym momencie widzę jak koło podbieraka pędzi wyścigowy leszczyk. No nie wierze jakaś komedia, nie mają litości, rzucam podbierak, wskakuję do śpiwora i zasypiam.
Ciężka noc, a na pewno za krótka, Świety miał się wcześnie zbierać, znowu szkoła, coś mnie wybudza, chyba on, bo to ten czas i znowu ten dźwięk, myślę chyba robi sobie żarty żeby mnie obudzić. Pytam to ty się bawisz, odpowiada, nie, krzyczę to tnij, masz, tak mam.
Zwlekam się jak szybko tylko mogę Damian holuje ja za podbierak, dobrze że świta, podbieram swojego miśka ,ale fajny większy od tamtego cudownie. Dociera do mnie że właśnie ważę 15kg karpia, to jest nocka a myślałem że wszystko stracone, obca woda, a jak gościnna, Święty pstryka foty, a ja nie mogę się napatrzeć, fajny. Wypuszczam go i dopiero dostrzegam że kolega już prawie cały spakowany. Rozmawiamy, pomagam mu zanieść ostatnie rzeczy ale wrażenia, zostaje sam, wywożę oba kije ale bez efektu i po dwóch godzinkach wracam szczęśliwy jak małe dziecko do domu
Karp Klub Bytom

Karp Klub Bytom

Administrator

Dodaj komentarz